Mój Pan drogę zna przez największy gąszcz, Ja zaś tylko za nim kroczę, Mój Pan drogę zna przez największy gąszcz, Ja zaś tylko za nim kroczę. Siły na dziś On daje mi, O jutro już się nie troszczę. Mój Pan drogę zna przez największy gąszcz. Ja zaś tylko za nim kroczę. My Favourite. Pragnę zaznaczyć ,że świadczę dla Chwały i Czci mojego Pana Jezusa Chrystusa .Moje marzenie oraz pragnienie mojego serca ,było ukryte od 16 lat głęboko na dn To mój Pan wiele mi uczynił, h e On moim Bogiem A D To mój Pan wiele mi uczynił h e On mnie uzdrowił Fis h. Provided to YouTube by eMuzykaIdzie Moj Pan · Karolina Cicha · Elżbieta RojekJeden - Wiele℗ 2018 WydzwiekComposer: TradycyjnaLyricist: TradycyjnaAuto-generat . TO MÓJ PAN d g C F To mój Pan wiele mi uczynił, On moim Bogiem, d g A d To mój Pan wiele mi uczynił, On mnie uzdrowił. (autor nieznany) --------------------- NUTY OPUBLIKOWANE W ŚPIEWNIKU Czy wybrałeś już drogę - Pieśni Chwały 4 W śpiewniku Pieśni Chwały 4 znajdziemy nuty, chwyty gitarowe i teksty 61 pieśni chwały i uwielbienia oraz pieśni do Ducha Świętego. Przy utworach obcojęzycznych zamieszczono również oryginalne teksty piosenek w języku angielskim i w innych językach. Śpiewnik pieśni i piosenek religijnych z nutami Pieśni Chwały 4 może stać się dużą pomocą dla animatora muzycznego, scholi, zespołu muzycznego i uczestników spotkań modlitewnych i adoracji. WIĘCEJ » Waldemar Łysiak MW SALA VII KUTER „Na brzegu leżał samotnie, pochylony na bok, dwumasztowy kuter z wybielonymi przez słońce linami, zwisającymi jak girlandy, i rozeschniętymi, popękanymi masztami. Wiało od niego melancholią ruiny oddanej na pastwę żywiołom (...) — Ach — rzekł — widujecie wiele kutrów, ale śmiem twierdzić, nie takie... to nie jest zwykły kuter”. Joseph Conrad — „Korsarz”, tłum. Jerzego Bohdana Rychlińskiego. — Wiesz, taki kuter... Wiem. Taki kuter, który może być wielbłądem, koniem i psim zaprzęgiem, a mordem jemu pustynia, step albo bezkres śniegu. Wiem. Taki kuter kilkakrotnie namalował Franz Radziwiłł, niemiecki „nadrealista romantyczny”, który urodził się w roku 1895, jako pierwsze z siedmiu dzieci ubogiego garncarza. Romantyczny, bo zakochał się w malarstwie Friedricha, a nadrealista, bo inspirował go Giorgio de Chirico. Ten kuter u Radziwiłła albo stoi przy brzegu, albo odpływa, albo przypływa, a w tajemniczym kosmosie; który go otacza i w którym on króluje, towarzyszą mu: czas heroiczny, słońce jak rozpalone żółtko jaja, albo jak pękająca gałka oczna, albo jak rozrywający się płód w łonie kobiety, i samolot, który leci, potem pikuje w dół i zaczyna płonąć, ciągnąc za sobą czarny, kłębisty welon zagłady. Ryby wychylają z fal morza otwarte pyski i patrzą na tajemniczość świata, w którym można być siwowłosym dzieckiem-kowbojem i marzyć o skrytobójczej śmierci na ścieżce chwały i sławy, i wielkiej samotności. Taki kuter, jak symbol. Ten kuter namalowany przez Radziwiłła zawsze mi się kojarzy z owymi dziwnymi chwilami, kiedy mężczyzn opada gorączka szaleństwa i samounicestwienia, kiedy wiedzą, że nie rzucą domu, nie spóźnią się do biura, nie zdradzą żony, podniosą słuchawkę telefonu, wytrą buty o wycieraczkę, staną w kolejce po gazetę i wypełnią kupon toto-lotka, lecz wydaje im się, że jutro przeklną to wszystko i przedsenne marzenie zamieni się w kuter. Nie dzisiaj, jutro. Dzisiaj pobawią się rewolwerem-zabawką syna, ale jutro... Pierwszy raz usłyszałem to od swego byłego szefa, naczelnego dyrektora jednej z największych „fabryk” w Polsce, Pracowni Konserwacji Zabytków, doktora inżyniera Tadeusza Polaka. Pracowałem w PKZ-ach krótko. Zdążyłem zaledwie wybudować Bacciarellówkę, czyli Pałac Ślubów, i opuściłem Warszawę, udając się na studia do Rzymu. Po powrocie rozpocząłem pracę na swym rodzimym Wydziale Architektury PW i z Polakiem spotykaliśmy się już tylko na gruncie przyjacielskim. W czasie jednej z rozmów on wspomniał, że przeczytał właśnie moją debiutancką „Kolebkę”. Bohater tej powieści, obieżyświat i samotnik Karśnicki, ginie na ostatniej stronie tajemniczo. Polak nagle zamyślił się i długo milczał. Potem powiedział cicho, odwrócony do okna: — Wiesz, mam pięćdziesiąt lat, osiągnąłem już wszystko, dzieci są dorosłe... Jeszcze czas, żeby... W zeszłym roku, w Ustce, widziałem na brzegu kuter, był do sprzedania. Wiesz, taki kuter... Wiem. Jutro pojedzie się po ten kuter. Dzisiaj jest jeszcze konferencja i trzeba odebrać maszynkę do golenia z naprawy, ale jutro... Nie, jutro trzeba lecieć do Paryża na sympozjum międzynarodowe, potem podpisać umowę z Algierczykami i po drodze do domu zawadzić o Macedonię, gdzie nasi prowadzą prace konserwatorskie. Więc za dwa tygodnie, ale przedtem należy oddać artykuł do „Ochrony zabytków” i... jest jeszcze kilka pozycji w notesie. Powiedzmy za miesiąc... Dzisiaj zaś, zanim sen zmroczy myśli, będzie można pod zamkniętymi powiekami sprawdzić bębenek, zapiąć sprzączkę paska od kabury pod ramieniem i wejść na kuter. A ja myślałem, że to tylko my, co nie strzelaliśmy w Powstaniu i nie ścieraliśmy z twarzy fekaliów w kanałach między Starówką a Śródmieściem, że to tylko my czujemy ten głód, od którego czasami dostaje się febry. I wstydziłem się, że mi wędrują po snach jacyś desperados z Alamo, ze stronic Dumasa i z „Dział Navarony”, dlatego uważałem, żeby po wyjściu z kina nie wygłupiać się trzymaniem opuszczonej ręki przy biodrze. Od tej rozmowy z Tadeuszem kuter stał się dla mnie symbolem ucieczki i byłem wniebowzięty odnajdując go na płótnach Radziwiłła. A właściwie na reprodukcjach tych płócien, znam bowiem tylko reprodukcje, ale za to najwyższej klasy, z pięknego albumu monachijskiego wydawnictwa Karl Thiemig (rok 1975), który otrzymałem w prezencie od brata. Spytałem go wówczas: — Widzisz ten kuter? — Widzę. — Chciałbyś? — Chciałbym. Taki kuter... — Właśnie... Taki kuter to może być wielbłąd albo koń, ale żeby było pusto i daleko i żeby... Wiesz, taki kuter... Kiedyś... Słyszałem to już nieraz, od kilku znajomych i przyjaciół, młodych i ciągle młodych. Wiek nie ma tu nic do rzeczy. Pamiętam długi, całonocny wieczór kawalerski, który przebiesiadowałem z kolegami, a po którym nasze osamotnione panie przysięgłyby, gdyby je spytano, że w przerwach między zakąszaniem mówiliśmy najpierw o „układach”, potem o sporcie, potem o polityce, potem o „dziwkach” i w końcu każdy do siebie. A myśmy do białego świtu snuli szczeniackie plany awanturniczych wojaży. Im bardziej upijaliśmy się tą wizją, tym bliższy wyznaczaliśmy termin. Pokłosiem tej nocy był mój i Jarka Chlebowskiego dziki rajd po Stanach Zjednoczonych, który opisałem później w „Asfaltowym saloonie”. Lecz mimo, że sprowokowaliśmy tam dziesiątki przygód, kilka razy ścigaliśmy się z policją, chcącą nas ukarać za przekraczanie szybkości, że biliśmy się i że raz wylądowaliśmy w celi na terenie stanu Georgia, to jednak był to tylko asfalt dla czterech miękkich kół samochodu a nie ocean czy afrykańskie bezludzie. Wróciliśmy do domu z niedosytem i znowu się zaczęło: — Wiesz, taki kuter... Wiem. Z piekła wzięłoby się szypra, gdyby tylko puściły pęta kotwiczące w Układzie, uplecione z kabla telefonu, sznura od żelazka, czyichś warkoczy i najgłupszych obowiązków. Ale to się rzadko zdarza i dlatego wędrujemy bez chwały po obszarach ujarzmionych i wyzutych z prawdziwej przygody; koń nas nie zrzuci, król nie uściśnie nam ręki, fala nie zamoczy nam stóp, echo nie pójdzie po górach, kiedy skacze na plecy nasłany morderca i nim uderzy, wydaje dziki okrzyk bojowy — gdyż oglądamy to tylko w kinie naszej wyobraźni i w fotelu kinowym, obserwując z tej pozycji klownadę naszego gatunku. Ci zaś, którzy tę cywilizowaną gnuśność utożsamią w końcu z brakiem godności i którym fala nienawiści i odwagi uderzy do mózgu, miast wejść na kuter, wchodzą na dziesiąte piętro i przez tę jedną chwilę — tak krótką, że strach nie zdąży powrócić — do nich, obłąkanych ptaków, należy całe niebo, które, kiedy minie ta chwila, skurczy się do wykopu o rozmiarach dwa metry na jeden i dwa w głąb. Jest taka mała czarna kulka, która drzemie gdzieś na dnie duszy, między tyłkiem przyzwyczajonym do krzesła a ustami przyzwyczajonymi do kłamstw. Czasami ta kulka zaczyna wirować i zamienia się w szklaną kule, w kiórcj widać żeglujący kuter, dzikie konie wśród traw i palmy gnące się od uderzeń wiatru. Widzisz wówczas samego siebie, jak leżysz na piasku, twarzą do gwiazd, a księżyc wskazuje ci godzinę. Każda zmarszczka przestrzeni dookoła kryje w sobie bogactwo przyrody i grozy, którą wymodliłeś sobie u Boga Wielkiej Niewiadomej. Czujesz sól zbrodni na spieczonych wargach, a twoje skarlałe pragnienia powracają do pierwotnej świetności, w czas owych zaciekłych pogoni i sekretnych podchodów z nożami w zębach ku obozom, których strzegą uśpione straże. Budzisz się zlany potem i tęsknisz do tej mary. Aż kiedyś przychodzi ostatnia starość, skłonna do rozmyślań i łez, i ten wieczór, kiedy widmo po raz pierwszy nie wraca, a kulka zaczyna topnieć jak gałka ze śniegu i biały żagiel kutra rozpływa się w otchłani horyzontu. Wówczas odkrywasz, że całym swym statecznym życiem bez celu zdradziłeś Boga swych marzeń, które latami zuchwale nastrajałeś na awanturniczą nutę, i że splamiłeś obie dłonie i obie strony swej duszy pieczętując Układ, w którym nic nie zyskałeś prócz ogromnego zmęczenia i wstydu. Wtedy zaczynasz umierać, a szklaną kulę zastępuje ci święty obrazek symbolizujący twą ostatnią wiarę, tajemną i rozpaczliwie wytrwałą, jedyną, którą zabierzesz do grobu. W przebaczenie. Tę szklaną kulę, która pęka rozsadzana przez wybuch w jakiejś potwornej, niepojętej macicy, namalował Radziwiłł w roku 1953 na płótnie „Kosmos ‘można zniszczyć, ale Nieba nie” (Muzeum Miejskie w Oldenburgu). Pod nią widnieją dwa puste kutry przy brzegu, obok czarnej skały, na którą pikują ptak i samolot. Sina czasza kosmosu rozszczepia się na kamienne płyty jak uderzona toporem przez Szatana i otwiera nieprzeniknioną czeluść, w której mieszka czas heroiczny. Powietrze naładowane furią ciągnie się za szklanym okiem niczym welon komety, skały drżą w napięciu oczekiwania, fale zamarły w bezruchu, a przez maszty kutrów, jak przez magiczne anteny, płyną prądy przenikające na wskroś wszelką materię. Jeszcze chwila i rozlegnie się głośny jęk bólu, w którym narodzi się nowy świat, teraz!... Wkładasz gwałtownie płaszcz, który nigdy już nie wróci na to miejsce, buty, klucze niepotrzebne, idziesz On Mon, 05 Jun 2000 02:43:24 GMT, sta...@ wrote:> >Przeczytalem z uwaga. Jezeli chodzi o stan spraw na dzisiaj -> >podkreslam, na dzisiaj - to niegdysiejszy konsul w Chicago, p. Jerzy> >Szewczyk, byc moze odrobine przesadza, bo na razie nikomu zdaje sienie> >odmowili jeszcze wypuszczenia z Polski na podstawie waznego paszportu> >polskiego, ani nie usilowali sila odebrac legalnie posiadanegopaszportu> >amerykanskiego. Na razie.> >Ten dzien niemniej moze w kazdej chwili nadejsc, w kraju slawnym z> Nie dajmy sie zwariowac. Kazde panstwo moze oczekiwac od swoich> obywateli poslugiwania sie swoimi paszportami.> I na czym ten problem polega? Na potrzebie wyrobienia/odnowienia> paszportu raz na 10 lat ?! Staram sie zrozumiec o co w tych> pretensjach chodzi ale mi sie nie udaje.> Marcin MankowskiSluze prosze laskawego pana, na tym polega, ze prawo RP nie uznajeformalnie instytucji podwojnego obywatelstwa, a jednoczesnie stawiapowazne przeszkody administracyjne zrzeczeniu sie obywatelstwa to posiadanie obywatelstwa polskiego de facto przymusowym dlakazdego, kto mial jednego lub oboje rodzicow lub dziadkow zobywatelstwem polskim - niezaleznie od kraju zamieszkania i innychposiadanych na swoim terytorium obywatela zamieszkalego za granica, bezoslony paszportu kraju Pierwszego Swiata, Najjasniejsza Rzeczypospolitatraktuje go jak kazdego innego obywatela RP, to znaczy jak bura suke naurzedniczym lancuchu, ktora ma skakac przez obrecz na kazdy gwizdekurzedu. Jest inicjatywa MSZ polega na wydawaniu bez slowa wiz polskich dopaszportow obcych Polakom z zagranicy (lub wpuszczaniu bez slowa napaszport obcy nie wymagajacy wizy, jak np. paszport USA), polaczonym z***odmowa wypuszczenia z powrotem*** na paszport inny niz netto numer jeden:Sprawa niedawno opisana na jednej z polskich list: Polka zamieszkala wUSA od dwudziestu lat, jezdzaca od 1989 roku bez przeszkod kilkanascierazy do Polski i z powrotem na paszport USA przyjechala do Polski zurodzonym w USA dzieckiem, w odwiedziny do rodziny. A teraz nie chca jejwypuscic z powrotem do domu w Stanach, az pokaze paszport polski - swoji dziecka. Wyrobienie sobie paszportu polskiego w Polsce przez osobenie mieszkajaca w Polsce od 20 lat, bez dowodu osobistego, adresustalego zameldowania i identyfikatora PESEL jest niezwykle klopotliwe idlugotrwale. Wyrobienie paszportu polskiego w Polsce dziecku urodzonemuw USA, bez polskiej metryki i bez identyfikatora PESEL, jest jeszczebardziej klopotliwe i dlugotrwale. Zamiast wypoczywac z rodzina, kobietabiega z obledem w oczach po urzedach jak z Kafki, gdzie nikt nic nie wiei kazdy mowi co innego. O tym, ze jak nie wroci w terminie z urlopu, toja w Stanach wyleja z pracy albo bank jej dom zabierze za niezaplaconeraty pozyczki, nikt nie chce nawet USA nie moze pomoc, bo MSZ oswiadcza gornolotnie, ze dlaNajjasniejszej Rzeczypospolitej ta pani jest wylacznie obywatelkapolska, Polska ma suwerenne prawo traktowac swoich obywateli jak jej siesuwerennie podoba, a w ogole to my polski narod, polski rod, krolewskiszczep Piastowy, wiec nie bedzie Jankes plul nam w twarz. Wielkiezwyciestwo polskiej netto numer dwa:osoby, ktore wyjechaly z Polski przed 1989 rokiem, bez odbycia sluzbywojskowej w PRL (znaczy, w Ludowym Wojsku Polskim, filarze UkladuWarszawskiego) boja sie jezdzic do Polski na paszportach Dlatego, ze Rzeczpospolita Polska, czlonek NATO, z sobie tylkowiadomych powodow kontynuuje jako standard prawny zamykanie do pierdlaosob, ktore sie uchylily od walki o socjalizm w szeregach UkladuWarszawskiego przed 1989 rokiem.. Prosze obejrzec pod wycinek z Trybuny Slaskiej z 19 sierpnia1999 roku. Mlody czlowiek, ktorego sprawe tam opisano, siedzialby dodzisiaj, gdyby nie jego australijski paszport i australijski konsul(oraz jego kumpel we wladzach, ale nie kazdy ma kumpla).Efekt netto numer trzy:Polacy sluzacy zawodowo w (zawodowych) armiach panstw zachodnich bojasie jezdzic do Polski na paszportach polskich, poniewaz sluzba w 'obcej'armii moze kosztowac obywatela polskiego trzy lata mozna od jutra wsadzic do polskiego pierdla generala JohnaShalikashvili, do niedawna szefa amerykanskiego sztabu generalnego,ktory technicznie rzecz biorac jest obywatelem polskim, bo sie bylurodzil w Warszawie z ojca Gruzina i matki Polki. Bardziej praktycznie,mozna w nieskonczonosc ciagac po polskich sadach i urzedach kazdegourodzonego w USA podporucznika Johna Kowalskiego, wiec ppor. Kowalski dokraju przodkow nie pojedzie, bo po co mu netto numer cztery:Polacy pracujacy w administracji panstwowej krajow zachodnich tymbardziej nie moga jezdzic do Polski na paszportach polskich, im bardziejpowazne stanowisko zajmuja. Praca w wielu ministerstwach USA, Kanady,Australii lub krajow Europy Zachodniej wiaze sie z drobiazowa procedurasprawdzania zyciorysu i lojalnosci urzednika przez miejscowe organabezpieczenstwa panstwowego przed dopuszczeniem go do spraw i dokumentowobjetych tajemnica panstwowa (amerykanska, kanadyjska etc.). Jestcalkowicie wykluczone, aby amerykanski urzednik panstwowy dopuszczony dospraw scisle tajnych, amerykanski dyplomata, amerykanski oficer podrozowac poza granicami USA na jakimkolwiek innym paszporcie nizamerykanski i bez nalezytej opieki konsularnej rzadu StanowZjednoczonych. Tym samym dyrektor departamentu Kowalski, radca ambasadyKowalski albo podpulkownik Kowalski tez prywatnie juz do kraju przodkownie pojada, bo po co im bardzo powazne klopoty w pracy, jesli mielibywystapic o paszporty netto numer piec:z tego samego powodu co powyzej, nie bedzie juz urodzonych w Polscetlumaczy, doradcow i analitykow wsrod swity zachodnich mezow stanuodwiedzajacych oficjalnie Polske. Nie bedzie rowniez osob rozumiejacychPolske i jezyk polski w skladzie delegacji zachodnich koncernow iinstytucji finansowych. Nikt nie bedzie sie narazal na to, ze mu wdzikim kraju wschodnioeuropejskim zatrzymaja do czasu wyrobieniapolskiego paszportu na przyklad osobistego tlumacza premiera Szwecji,szefa dzialu analiz Europy Wschodniej Miedzynarodowego FunduszuWalutowego, albo czolowego firmowego specjaliste od uzbrojeniapokladowego mysliwcow F-16. Fachowcow od Polski ze znajomoscia jezykapolskiego juz w zachodnich delegacjach nie bedzie, wiec latwiej bedziedelegacjom ciemnote wciskac; wreszcie tez bedzie mozna prowadzicszeptanki po polsku przy konferencyjnym stole, tak zeby glupicudzoziemiec nie rozumial - hulaj dusza bez tu wspomniec, ze standardowa praktyka MSZ w Warszawie od czasuupadku PRL jest odmowa akredytowania jako dyplomatow ambasad obcych wWarszawie jakichkolwiek osob, ktore kiedykolwiek byly obywatelamipolskimi. Rzad RP uwaza za persona non grata osoby, ktore polski kociolznaja z autopsji i lepiej Polske rozumieja niz inni jest takim ludziom wciskac ciemnote i robic ich w konia,odporniejsi sa tez na naciski, a zatem jako partnerzy dyplomatyczni dladyplomacji RP osoby takie sa niepozadane. Przezwyciezenie tej zasadywymaga interwencji politycznych na najwyzszym szczeblu, jak to rzad Izraela dla uzyskania akredytacji w Warszawie dyplomatowizraelskich urodzonych w Polsce. ***Wszystko to zatem nie jest takie proste, jak dyplomaci RP po moskiewskimMGIMO chcieliby aby pan sadzil. Zwlaszcza, ze przy okazji biezacej akcjiMSZ klamie sie na wytlumaczenie konsulatow jest takie, ze RP przyjela nowainterpretacje swoich ustaw o obywatelstwie i cudzoziemcach z powodukoniecznosci harmonizacji prawa polskiego z prawem Unii troche poszukac, zeby sie okazalo, ze gówno prawda. Z 15panstw wspolnoty, osiem krajow (Francja, Grecja, Irlandia, Holandia,Portugalia, Hiszpania, Wlochy, Wielka Brytania) prawnie uznaje podwojneobywatelstwo i pozwala podwojnym lub wielokrotnym obywatelom uzywactakiego paszportu, jak im w danej chwili jest wygodniejszy. Siedemkrajow (Austria, Belgia, Dania, Luksemburg, Szwecja, Finlandia, Niemcy)nie uznaje podwojnego obywatelstwa i kategorycznie zada, by ichobywatele legitymowali sie na terytorium kraju pochodzenia paszportemtego kraju. Z czego przejrzyscie wynika, ze zadnego przymusowegoeuropejskiego standardu w tej sprawie nie ma, zas kraje UErozstrzygaja takie kwestie indywidualnie, zaleznie od wytlumaczenie jest takie, ze chodzi o to, by dwupaszportowcy niemogli sie w Polsce zaslaniac obcym paszportem przed odpowiedzialnosciakarna. Wystarczy porozmawiac z prawnikiem, by sie dowiedziec, ze gównoprawda. Polskie sady maja pelna jurysdykcje kryminalna na terytorium paszport, ani konsul USA nie pomoga facetowi ktory w Polsce ukradl,zabil, zdefraudowal lub zdemolowal knajpe. Naturalnie, jest i drugastrona medalu: konsul bedzie energicznie interweniowal w obronieobywatela USA polskiego pochodzenia, od ktorego usilowano szantazemwymusic grubsza lapowke w urzedzie, probowano go bezprawnie wziac dowojska, albo naklaniano grozbami do wspolpracy ze specsluzbami RP. Bycmoze to o to chodzi, zeby obcy konsul nie przeszkadzal w takichinteresach?Trzecie wytlumaczenie jest takie, ze trzeba zastopowac cwaniaczkow,ktorzy chcieliby miec prawa obu posiadanych obywatelstw, a obowiazkowzadnego. Niestety, tez gówno prawda. Jesli o to chodzi, zaby facetmieszkajacy w USA czasem dziecka za darmo na Jagiellonke niezapisal,zatajajac swoj amerykanski adres, to istnieje wiele sposobow nasprawdzenie, gdzie stale mieszka i gdzie placi podatki. Moznainteresantow traktowac w zaleznosci od miejsca zamieszkania isprawdzenia w Urzedzie Skarbowym, nie paszportu. Poza tym, zawsze moznakazac zlozyc pisemne oswiadczenie pod przysiega i wsadzac do pierdla,jesli kto sklamal - ale dopiero pan ma teraz wieksza jasnosc?Stary Wiarussta...@ via - Poleć znajomemu, do druku SĹ‚owa: BÄ™dÄ™ chwaliĹ‚ Pana na wieki, chwaliĹ‚ Pana na wieki, Bez koĹ„ca me usta niech wielbiÄ… Go. WysĹ‚awiaj Pana ze mnÄ… i razem wywyĹĽszajmy Jego ImiÄ™. BÄ™dÄ™ chwaliĹ‚...

to moj pan wiele mi uczynil chwyty